Jak urządzić miejski balkon


 
Posiadanie własnego balkonu w miejskiej zabudowie to cud, dany nam już dawno temu, przez przewidujących architektów. W początkach swojej kariery balkon pełnił funkcję „obserwacyjno-lanserską“. Nasze babcie i prababcie, pięknie wystrojone, z niemałym zachwytem obserwowały, kroczące defilady, trąbiące orkiestry, czy w końcu, przemarsze wojsk. Niczym w piosence Haliny Kunickiej:
 
 
„Babcia stała na balkonie, dołem dziadek defilował,ledwie go ujrzała, nieomal zemdlała: skrapiać trzeba było skronie.Dziadek z miejsca zmylił nogę, pojął: czas rozpocząć dzieło!Stanął pod balkonem, huknął jej puzonem, no i tak to się zaczęło”
 
Po II Wojnie Światowej było już mniej romantycznie, za to bardziej praktycznie. Nie wiem czy wiecie, że liczni przesiedleńcy, którzy przybywali do Wrocławia z całym swoim dobytkiem, hodowali na balkonach między innymi świnie! Wyobraźcie sobie taki widok: 100 kilowa świnka dyndająca nóżkami na ulicy Kościuszki!
 
Paręnaście lat później, balkony doczekały się nobilitacji i stały się składzikami na wszelkie możliwe rzeczy, z funkcją suszenia prania. Czego tam nie było: szafy na słoiki, rowery, stare skrzynie, porozwieszane kołdry... a i same balkony lekko podupadły na wyglądzie.
Zmieniły się czasy i możliwości. Po latach 80, 90 ubiegłego wieku, Polacy zaczęli więcej podróżować. Co ja piszę, zaczęła się prawdziwą ekspansja rodaków na wszystkie strony świata! No i tam oprócz oczywistych oczywistości, ponownie odkryliśmy, co to balkon i do czego może on służyć!* Na nowo pokochaliśmy pelargonie i zapragnęliśmy mieć ładnie.
 
*(Oczywiście mam świadomość, że nie wszędzie tak było i że byli tacy, co mieli piękne balkony! )
No i poszły konie po betonie! Zaczęło się kupowanie, urządzanie, malowanie. Era mebli z palet i skrzynek po owocach dotarła do nas już w tym stuleciu i miała się w najlepsze. Żeby nie było każdy to przerabiał, ja oczywiście też! Tyleż o historii w lekko subiektywnym ujęciu. Wróćmy jednak do meritum.
 
Kiedy w marcu wreszcie umyłam okna (!), oczom moim ukazał się smutny, zimny, siny raczej niż biały, balkon z nieporęcznymi meblami wykonanymi z palet (jaka ja byłam kiedyś z nich dumna) ZGROZA! To trzeba było szybko zmienić,  
 
Ale jak się nie ma co się lubi, to trzeba tak zrobić, żeby było co polubić! Od lat z uporem maniak śledzę w telewizji to jak Anglicy urządzają swoje ogrody. Namiętnie też oglądam DOMO+ i jeden z moich ulubionych programów „Mój kawałek ogrodu“ Jak miła i zdolna ta Kasia, która z pomocą swojego męża Jerzego, urządza ludziom balkony! Piękna miłość i piękne realizacje. No i jak też tak chcę. A ponieważ miłość już mam, to konieczny stał się „mój kawałek ogrodu“. Niestety na roślinach znam się tyle o ile, więc postanowiłam skupić się na meblach a o rośliny podpytać w ogrodniczym. 
 
Zabrałam się więc do projektowania. Bo nie wiem czy wiecie, że najtrudniej jest właśnie zdecydować się na jakieś jedno rozwiazanie. Balkon niemały bo 12 metrów kwadratowych, od strony mieszkania skośny, bardzo wysoki (3,60 m.), na podłodze stary gres, pamiętający wczesne lata 90... , no i te białe ściany. Widok też nie najlepszy bo skierowany na wewnętrzne podwórko, no a Wrocław to niestety nie Rzym! Zresztą sami zobaczcie.




Po przejrzeniu ofert rynkowych zdecydowałam się na zakup wyposażenia balkonowego w IKEA. Znalazłam tam śliczne, niewielkie gabarytowo, metalowe szafki (seria HINDO), malowane proszkowo. Ponieważ mój stary stół i krzesła były w dobrej formie, postanowiłam je zostawić. Dobrałam do tego antracytową podłogę (RUNNEN), stojak na zioła (SALLADSKAL) i białe zasłony (pełny spis sprzętów macie w moadboardzie). Mój  balkon usytuowany jest od strony południowo-wschoniej, co w określonych porach dnia, powoduje ogromne nasłonecznienie. Parasol i zasłony, pozwolą na utrzymanie przyjemnego cienia.

Od początku wiedziałam, że ściany będą niebieskie. Mają mi przypominać o letnich podróżach do Grecji, których nigdy nie odbyłam. Będąc ostatnio w markecie budowlanym zakochałam się w hybrydowej, plamoodpornej farbie SMART PAINT marki BONDEX o wiele obiecującej nazwie koloru: „niebiańska miłość“. Farba ta przeznaczona jest co prawda do malowania wewnątrz pomieszczeń, ale ponieważ mój balkon to prawie loggia - zabudowana i zadaszona, więc mogłam sobie na to pozwolić. W dodatku farba ta, cechuje się wyjątkową odpornością na zmywanie i szorowanie, a my na ścianie wieszamy rowery.
 
Jednak całą metamorfozę balkonu zaczęłam od pomalowania metalowej, kutej balustrady. Nie miałam tego w planie, jednak po dokładnym umyciu i odtłuszczeniu, okazało się że jest w opłakanym stanie. Do jej pomalowania wybrałam farbę BONDEX ACRYLIC ENAMEL w kolorze głębokiej czerni. Charakteryzuje się wysoką odpornością na ekstremalne warunki atmosferyczne, jest szybkoschnąca, bezzapachowa no i można ją stosować na wszystkie podłoża, a nawet do malowania zabawek dziecięcych!  
Farba nakładała się bardzo łatwo. Do aplikacji użyłam pędzla z włosiem sztucznym.  Farba wyschła naprawdę szybko, pozostawiając satynowo błyszczącą czerń.

Ściany przed malowaniem zostały zagruntowane. Poważnie zastanawiałam się czy wyrównywać odrapaną i poobijaną ścianę (tynk gdzieniegdzie poodpadał). Postanowiłam jednak zostawić ją taką jak jest. Wiedziałam, że ciemny kolor podkreśli jeszcze nierówności, ale właśnie taki efekt chciałam uzyskać – przecież miała to być urokliwa Grecja...  Farba okazała się fantastycznie gęsta i mocno kryjąca, wystarczyło pomalować ściany tylko raz. Tak się z tym malowaniem rozpędziłam, że machnęłam też drewniane przepierzenie, które odgradza mój balkon od wścibskich sąsiadów. Z uzyskanego efektu, jestem naprawdę zadowolona, a błękit iście grecki!






Barierka odnowiona, ściany pomalowane, przyszedł czas i na podłogę. Jak wiecie wybrałam syntetyczną podłogę RUNNEN z oferty IKEA. Najpierw myślałam o drewnianej, bo pięknie by wyglądały drewniane klepki w cieniu mojego kasztanowca. Ale niestety jednym z moich domowników, jest wielce trudny kotek o imieniu Orita, któremu zdarza załatwić się na podłodze (niestety!). Pomyślałam, że podłoga z tworzywa sztucznego łatwiejsza będzie w utrzymaniu czystości. I okazało się to prawdą. Dzięki temu, że szpary pomiędzy klepkami są dość duże, a podłoga wysoka, to z powodzeniem mogę ja odkurzać, a i myje się znakomicie. Ponadto po deszczu wysycha dosłownie w parę minut!
Trochę bałam się tego układania, bo nigdy wcześniej nie miałam z tym do czynienia. Okazało się to jednak dziecinnie łatwe! Zresztą sami zobaczcie.



Ponieważ podłoga na moim balkonie jest trójkątna, trzeba było niektóre panele przyciąć. Tu sprawdziła się znakomicie akumulatorowa pilarka ręczna marki PANASONIC (mamy to szczęście, że posiadamy taką w naszej pracowni).




Na jedenej ze ścian przymocowałam za pomocą zszywacza elektrycznego matę ratanową.
 
Teraz zostało już tylko urządzenie balkonu. Skręcanie i ustawianie mebli, to czysta przyjemność. Do tego dodatki, kwiaty i gotowe! Całość zajęła nam 2 dni, oczywiście z aktywną pomocą całej rodziny! 













Ciekawe jesteśmy Waszych opinii, a już niebawem pokażemy Wam jak urządzić mini balkon za 300 zł, jak zagospodarować wąski długi balon w bloku i nie zabraknie czegoś dla posiadaczy tarasów.
 
Na koniec chcemy podziękować naszym partnerom, dzięki którym mogłyśmy zrealizować ten projekt.



Materiał źródłowy znajduje się pod adresem:
 
http://panitopotrafi.blogspot.com/2017/05/jak-urzadzic-miejski-balkon-metamorfoza.html